USA VANITAS


Oswajanie dzieci ze śmiercią ma w Ameryce swoje specyficzne oblicze. Halloweenowe szaleństwo zaczyna się już na początku października. W sklepach nagle pojawiają się przerażające gadżety: sztuczne oczy, krew w tubce, pajęczyna z pająkami, lampki w kształcie duszków, szkielety ludzkie i zwierzęce. Poza tym można kupić wiedźmy, potwory (w dosłownie każdym stanie, furorę robią dmuchane postacie, które są w nocy podświetlane) i oczywiście halloweenowe stroje. Lista produktów jest zresztą baaaaaardzo długa. Zastanawiam się czy zakup szkieletów jest zachętą dla dzieci do studiowania ludzkiej anatomii i w przyszłości wybrania się na lukratywny kierunek medyczny na jednym z tutejszych uniwersytetów? Dla mnie to dosyć przerażające, że szkielety nie tylko zamieszkują tutejsze przydomowe ogródki, ale często pojawią się w domu. Na przykład czaszka, przecież można ją wspaniale wykorzystać jako przycisk do dokumentów.

W Polsce tradycja związana z tym świętem jest uważana za pogańską i wpisuje się ją w nurt głoszonej przez Jana Pawła II cywilizacji śmierci. Księża grzmią z ambon, katolickie gazety argumentują jakie to demoralizujące i amerykańskie, a ludziska drżą czy kupić dynię na targu i zrobić z niej krem z imbirem. No bo jak ksiądz będzie akurat kupował ogórki i to zobaczy… Ojej… I co wtedy. O nie!!! Lepiej poczekać z tą zupą do połowy listopada, bo za dwa miesiące Boże Narodzenie no i... kolęda, lepiej nie ryzykować.

Przyznaję, że sam byłem kiedyś bardzo przeciwny świętowani Halloween, ale dzisiaj z perspektywy czasu nabrałem do tego dystansu. "Trick or treat" („Cukierek albo psikus”) wydaje się być formą oswajania dzieci ze śmiercią, która jest przecież tak naprawdę częścią życia. Bale halloweenowe nie robią już na mnie większego wrażenia, podobnie jak kostiumy. W Kalifornii nikt z księży ani z pastorów nie grzmi z ambony, wszyscy to akceptują, co więcej traktują jako element kultury. No tak… to zgniła Ameryka powiedzą niektórzy. A mnie się wydaje, że zgniłe to są sterty kwiatów, zwłaszcza chryzantem, po polskiej uroczystości Wszystkich Świętych, które zalegają na okolicznych cmentarzach. Kwiaty też umierają i zostają po nich cuchnące szkielety.

Zdumiewa mnie jednak społeczeństwo amerykańskie, które traktuje to święto trochę jak Boże Narodzenie. Wszyscy prześcigają się w dekoracjach halloweenowych, które muszą być wspaniałe (great), spektakularne (spectacular) i absolutnie fantastyczne (absolutely fantastic). Jeśli ktoś ma swój dom, a w Santa Monica ma go prawie każdy (podobnie zresztą jak w Culver City gdzie mieszkają moi przyjaciele), to należy przygotować takie dekoracje, że buty spadają. Fantazyjne pomysły, które czynią z ogródka cmentarz, miejsce sabatu czarownic czy potwornych nawiedzeń różnych stworów, są na pewno warte uwagi. Poniżej przedstawiam tylko kilka z nich.


Kościotrupy zażywają kąpieli w diabelskim jacuzzi!

Biedny Frankenstein siedzi na toalecie i czyta upiorną gazetę.

Kościotrupy opalają się na cmentarzu w towarzystwie wielkiego pająka i nadlatującej czerwonej zjawy.

Białe zjawy powiewają na przydrożnym drzewie.

Uroczy domowy cmentarz (czyli jak ksiądz nie pozwoli to zrób to sam).

Obok niego krwawa operacja na przybyszu z innej galaktyki (jak widać operacji było więcej, wszystkie nieudane, to mi trochę przypomina klimat na chirurgii w Świonach ;) - coś dla Karoliny i Przemka).

Olbrzymie kościotrupy z czaszkowymi szaszłykami.

Ręce potępionych wychodzące z grobów w błagalnym geście (Oh Save me...)

Ups… ktoś nieostrożnie wszedł na trawnik gospodarza.

Wielka zjawa jak egipski sfinks chroni domu i przestrzega przez wizytą (jak widać na poprzednim zdjęciu dobrze jest jej posłuchać).

Właściciele chyba nie płacili podatków w Kalifornii i teraz cieszą się upragnioną wolnością.

Najlepszym przyjacielem kościotrupa-kowboja jest oczywiście dynia.

Nawiedzony dom na Ashland Ave… (no comments)

Kościotrup kury, a może flaminga bo stoi na jednej nodze (w sumie taki kościotrup jest nam mięsożercom najbliższy)

Fluorescencyjny kościotrup i jego ukochana gromada zwierzątek (ach co za słodka rodzinka).

Ten kościotrup zrobił niestety tylko jedną pompkę (cóż), za to jego kolega odpoczywa wygodnie w fotelu...

Trudno mi było sfotografować i opisać wszystkie dekoracje, które widziałem (wolałem też nie wchodzić na obcy teren :) stąd zdjęcia robiłem z pewnej odległości). Można by przygotować specjalną stronę internetową poświęconą halloweenowym dekoracjom w Santa Monica i okolicach. Niektóre zamiast strasznych, są raczej bardzo zabawne (wiemy, że to coś najgorszego co może się przytrafić reżyserom i producentom horrorów).

Patrząc na przerażające stwory, zjawy, cmentarze, całą pozagrobową menażerię zastanawia mnie tylko jedna rzecz… Ile to wszystko kosztowało… I dochodzę do wniosku, że oswajanie dzieci ze śmiercią w USA, to nic innego jak oswajanie przyszłych pokoleń konsumentów, co sprowadza się po prostu do wydawania dużych pieniędzy. Swoiste amerykańskie vanitas…


PS: Trzeba dodać jedno, aby nie oczerniać amerykańskiego społeczeństwa - nie trzeba jechać do Ameryki, w każdym kraju grabarze, przedsiębiorcy pogrzebowi i kapłani dobrze wiedzą, że na śmierci można świetnie zarobić.

102 views0 comments

Recent Posts

See All