top of page

Duchowa hydra


W Ameryce kwestia wolności religijnej jest sprawą każdego człowieka, państwo nie może wtrącać się w tę sferę. Stąd też tak wielka religijna i duchowa różnorodność. Na każdym kroku można znaleźć świątynie, o których wcześniej nie słyszeliśmy. Los Angeles nie jest tylko miastem potworem, ale także religijną hydrą posiadającą z kilkaset różnych głów. Ma to w dużym stopniu związek z napływem emigrantów, którzy przywieźli ze swoich krajów religię i kulturę. Każda grupa dodała coś od siebie i tak powstała duchowa hydra…

W Los Angeles i San Francisco miałem okazję obserwować jak bardzo Kalifornia jest przesiąknięta ideą zdobycia czegoś więcej niż doskonałej sylwetki, dobrego samochodu, domu czy lukratywnej pracy. Na drodze do sławy, pieniędzy i poszukiwania amerykańskiego snu ludzie zaczęli szukać duchowych dróg rozwoju. Wielu szaleńców przyjeżdżało do Kalifornii i zakładało swoje duchowe zgromadzenia. Tak pojawiła się Vedanta, mnóstwo różnych hinduskich guru, ale także sekty w rodzaju Charlesa Mansona oraz masoneria. Kościół Scjentologiczny jest chyba jednym z ciekawszych przykładów tego poszukiwania prawdy, duchowości i pragnienia rozwoju, ale jest całe mnóstwo innych mniejszych, mniej spektakularnych.

W jednym z postów opisywałem Metropolitan Community Church, który został założony przez pastora Troya Perry w 1968, aby pomóc ludziom LGBT odnaleźć swoją drogę duchową. Od tego czasu pojawiło się dużo więcej kościołów otwartych dla tej społeczności. (https://www.wojciechstepien.com/post/ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82-t%C4%99czowych-rozbitk%C3%B3w)

W Los Angeles można znaleźć dosłownie każdy rodzaj wspólnoty duchowej, kościoła, związku wyznaniowego czy sekty. Wystarczy dobrze poszukać. Bardzo często światynie przylegają do siebie, tak jak ma to miejsce na Wilshire Boulevard. Wystarczy spojrzeć na mapkę i zobaczyć, że kościół prezbiteriański znajduje się koło świątyni masońskiej (obrządku szkockiego, cokolwiek to znaczy), a nieco dalej jest kościół katolicki, a dużo wcześniej synagoga żydowska. Nie wiem czy coś takiego byłoby do pomyślenia w katolickiej Polsce. Jadąc autobusem numer 720 lub 20 w kierunku do Santa Monica można zobaczyć z zewnątrz wszystkie najważniejsze świątynie ulokowane na tym rozległym bulwarze.


Różnorodność ludzi w Kalifornii powoduje, że nie ma czegoś takiego jak jedyna religia czy duchowość. Jeśli jesteś związany z daną grupą etniczną wybierasz tę a nie inną duchowość, ale jeśli chcesz poszukiwać innej to droga jest otwarta. W parku Balboa w San Diego miałem okazję być na kiermaszu, na którym ateiści zachęcali do porzucenia religii, protestanccy chrześcijanie rozdawali Biblię, a muzułmanie zachęcali do przeczytania Koranu.

Zastanawiam się od pewnego czasu po co ludziom tak wiele religii i różnych rodzajów duchowości. Dlaczego nie może istnieć jedna, która zapewniałaby duchowe wsparcie dla każdego człowieka. Tylko czy faktycznie religiom na tym tak naprawdę zależy? Może to jest błędne myślenie, że jest tylko jedna słuszna, a inne wcześniej ją poprzedzały, a późniejsze są jej wariacjami. Może to, że urodziłem się w Polsce powoduje, że mam inne podejście do religii i przeze wiele lat poszukiwałem tej jedynej słusznej i niepodważalnej.

W Polsce czasem mówi się o "churchingu" czyli poszukiwaniu kościoła, który w końcu by ludziom odpowiadał. To jednak nic w porównaniu z tym czego możemy doświadczyć w Los Angeles. "Templing" czyli poszukiwanie świątyni może stać się duchową drogą, dzięki której można lepiej zrozumieć samego siebie, zostać buddystą, członkiem wspólnoty protestanckiej, unitarianinem, muzułmaninem, czy w końcu ateistą.

Ale można to wszystko porzucić i udać się do szamana albo wróżki, których usług jest w Los Angeles bardzo dużo. Nazywają się "psychic", co można przetłumaczyć nie tylko jako psychiczny czy metafizyczny, ale to po prostu jako medium. Jeśli starasz się o dobrą posadę, masz kontrakt w Hollywood i zastanawiasz się co zrobić dalej, medium jest niezbędne. Poinstruuje Cię co masz robić i gdzie się udać, a przede wszystkim za jaką cenę poznasz swoją przyszłość.

Czy w tym wszystkim chodzi jedynie o pieniądze, które ludzie płacą za poczucie bezpieczeństwa i zbawienie, o czym często mówią ateiści? Myślę, że nie do końca - religie i duchowości niejednokrotnie pomagają ludziom przeżyć w miejskiej dżungli, wydobyć się z samotności, nałogów, stać się lepszym i zyskać nadzieję, której czasem tak bardzo im brakuje.


Czasem jednak hydra uzależnia ich od siebie i odcina im głowę zamiast wynieść ich na wyższy poziom człowieczeństwa, niejednokrotnie wychodząc z uzależnienia popadają w duchowe opium...

(Film z nabożeństwa z afro-amerykańskiego Kościoła Episkopalnego w LA).




51 views0 comments

Recent Posts

See All

Kommentare


bottom of page