top of page

Samotny mężczyzna


Rzadko zdarzają się związki artystów, które trwają więcej niż jeden artystyczny sezon czy rok, nie doprowadzają do choroby psychicznej, bójek, zabójstwa lub nawet samobójstwa. Tym bardziej jeśli dotyczy to osób tej samej płci, a w szczególności mężczyzn. W historii muzyki wyjątkami tymi byli m.in. John Cage i Merce Cunningham, Benjamin Britten i Peter Pears, John Corigliano i Mark Adamo (z tym ostatnim kompozytorem będę miał okazję porozmawiać w Nowym Jorku).

Kiedy w roku 1994/95 po raz pierwszy przeczytałem powieść Christophera Isherwooda A Single Man (Samotny mężczyzna) wiedziałem już, że będzie to jedna z lektur, do której będę powracać. Opowieść o starzejącym się profesorze literatury mieszkającym gdzieś samotnie na przedmieściach Los Angeles w małym domku, przeżywającym żałobę po stracie swojego partnera, uderzyła mnie wtedy bardzo mocno. Akcja, która rozgrywa się w przeciągu jednego dnia, od momentu obudzenia się George’a do symbolicznego zaśnięcia (bądź śmierci) zawładnęła moją wyobraźnią.

Będąc nastolatkiem nie miałem pojęcia kim jest Christopher Isherwood. Wiedziałem tylko, że jego powieść Good bye Berlin przyczyniła się do powstania słynnego musicalu Cabaret, a następnie filmu z Lizą Minnelli w roli głównej. I tak jak pewne obsesyjne motywy czy zachowania powtarzają się w życiu ludzi bądź w sztuce, tak bywają też obsesyjne powieści czy wiersze, które powracają w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Możliwe, że podświadomie żyją w nas jak mikroorganizmy, pływają w naszym krwiobiegu albo przebywają jak pasożyty w naszym mózgu. I w jednym momencie, pod wpływem pewnych czynników, nagle się uaktywniają...

Pięć lat temu, podczas mojego przyjęcia urodzinowego, znajomy z Tyńca (nie omieszkam nadmienić, że benedyktyński mnich) opowiedział mi o swoim ulubionym, najbardziej osobistym filmie. Był nim A Single Man w reżyserii Toma Forda. Jak to możliwe – pomyślałem – że tego nie widziałem skoro tak bardzo fascynowała mnie kiedyś powieść Isherwooda. Kolejnego dnia oglądnąłem film i zdecydowałem po 20 latach wypożyczyć z Biblioteki śląskiej ten sam oryginał powieści, który czytałem 23 lata wcześniej. Obsesyjny motyw powrócił i zaczął drążyć moją wyobraźnię.

Nie miałem wtedy pojęcia, że kiedykolwiek zamieszkam w Santa Monica, mieście w którym Isherwood spędził ponad trzydzieści lat swojego życia i gdzie dalej istnieje jego dom. W międzyczasie miałem okazję zobaczyć przepiękny biograficzny film autorstwa Tiny Mascary Chris&Don opowiadający o historii miłosnej samego Christophera Isherwooda. Ten brytyjski pisarz, który po swoim pobycie w Berlinie wyemigrował do Stanów Zjednoczonych spotkał w 1953 roku na kalifornijskiej plaży młodego chłopaka Dona Bachardy’ego. To spotkanie dało początek głębokiej miłości i stało się inspiracją dla wspólnego życia i twórczości. Z czasem Bachardy stał się bardzo znanym malarzem, portrecistą, dokumentującym życie znanych osób w Kalifornii, a relacja między nimi zaowocowała napisaniem przez Isherwooda bestsellerowej powieści A Single Man.

Nie ukrywam, że od razu kiedy przyjechałem do Santa Monica, chciałem odwiedzić dom Isherwooda. Dowiedziałem się, że Don Bachardy ma 88 lat i prawdopodobnie ciągle w nim mieszka. Zdecydowałem się na kontakt z nim odwiedzając jego galerię w Los Angeles. Niestety jak to z agentami bywa, kontakt z pośrednikiem mimo obietnic nie doprowadził do spotkania z artystą. Dopiero mój długi list, który napisałem do Fundacji Isherwooda okazał się dostatecznie skuteczny. Kontakt z prezeską fundacji, pisarką i redaktorką tomów pamiętników Isherwooda Katherine Bucknell doprowadził mnie to reżyserki i scenarzystki Tiny Mascary, która opiekuje się domem.

I tak 30 listopada 2022 roku pojawiłem się w domu wyglądającym jak galeria sztuki, na których ścianach nie ma pustych przestrzeni, każdy fragment jest wykorzystany i zagospodarowany, domu pełnego symboli i historii. A moim przewodnikiem po tym niezwykłym miejscu okazał się… sam 88 letni Don Bachardy.

W sumie mogłem fotografować wszystko, ale zupełnie straciłem orientację i zastanawiałem się co naprawdę wymaga mojej uwagi. Ilość obrazów przyprawiła mnie o zawrót głowy, najwięcej pamiątek pozostawił w domu wybitny angielski malarz David Hockney (poniżej jego rysunek przedstawiający Chrisa i Dona), który często go odwiedzał i nadal przyjaźni się z Donem. Najciekawsze znaleziska można zobaczyć w kuchni, która wygląda dokładnie tak samo jakby obaj artyści się dopiero co do niej wprowadzili w 1959 roku. Wiszą tam, obok dużych zdjęć z lat szkolnych Chrisa i Dona, dwa niezwykle ciekawe obrazy. Pejzaż Very Stravinsky, drugiej żony Strawińskiego oraz portret 10 letniego Tennessee Williamsa (po lewej Don pokazuje obraz Very wiszący nad umywalką, obok collage zdjęć autorstwa Davida Hockneya).

Gabinet Christophera Isherwooda wygląda tak samo jak 36 lat temu, kiedy umierał. Podobno było to ulubione miejsce pisarza, z okna rozciąga się spektakularny widok na zatokę i, jak zapewnił mnie Don, zachody słońca są najpiękniejsze. Zgodził się abym zrobił mu parę zdjęć, a ja długo się nie zastanawiałem.

Wydaje się jakby w tym domu Don zakonserwował przeszłość, zamroził czas aby móc przebywać w obecności Chrisa. Czy można kochać kogoś po śmierci, czy nie jest to przejaw osobowości zależnej jak uważają psychologowie? Czy lepiej być niezależnym i zmieniać partnerów jak rękawiczki po której nie pozostaje żaden większy ślad? Rok żałoby i zaczynamy życie od początku? Bachardy wyraźnie żyje przeszłością, ale nie popadł w odrętwienie, przez lata od śmierci Christophera stał się znaną postacią w świecie artystycznym Kalifornii i jest żywym świadkiem historii ich wspólnego życia.

Oprowadzając mnie po swoim domu, pokazując mi taras gdzie wspólnie z Christem jadali codziennie śniadania mimo padającego czasem deszczu (poniżej widok z tarasu domu), tłumacząc historię każdego obrazu, przeprowadzki do tego domu, który wyglądał podobno okropnie i do którego Don był nieprzekonany, bezsennych nocy, które spędzili z powodu ulicznego hałasu, zostałem przeniesiony w ich prywatne życie. Poczułem się jak w roku 1964, kiedy to Isherwood ukończył w swoim gabinecie swoją powieść A Single Man. Niewiele osób wie, że był to czas dużego kryzysu w ich relacji i w powieści Chris tak naprawdę zabił w wypadku samochodowym Dona. Może ta powieść była dla nich symbolicznym momentem przełomu, może literatura i sztuka posiada siłę przemiany trudnych relacji i pozwala im powstać jak feniks z popiołów.

W zagonionym XXI wieku nie mamy już chyba na to czasu. Internet jest pełny pięknych ludzi, a wyszukiwarka znajdzie nam tą/tego, który wydaje się najbardziej do nas pasować. Kto ma obecnie siłę walczyć o relacje, zwłaszcza te trudne, tak łatwo się rozstać. Walczymy raczej o swój dobrostan, chcemy czuć się wygodnie. Życie samemu jest prostsze. Czyżby na pewno życie uczuciowe organicza się do ekranu laptopa i smartfona...


Powieść A Single Man ciągle mnie inspiruje i do mnie przemawia… a historia Dona i Chrisa uczy, że związki artystów, nawet tej samej płci, potrafią być nie tylko inspirujące artystycznie, ale są w stanie rozwinać w nich najlepszą cząstkę człowieczeństwa jaką jest miłość…

Zdjęcie wraz z reżyserką Tiną Mascarą i Donem Bachardym, 145 Adelaide Drive, Santa Monica 30.11.2022.

111 views0 comments

Recent Posts

See All
bottom of page